Dzień jak dzień rano się obudziłam, wstałam ubrałam się i jak zwykle włączyłam komputer i weszłam na twitter'a. Potem zrobiłam sobie śniadanie, brat około o 11;40 wrócił z 'pracy' po chwili kolega taty przyszedł na kawę (mój brat Tofik), ja posprzątałam w pokoju u mnie. Gdy Tofik poszedł do swojej dziewczyny tata spytał czy pojadę z nim na działkę, więc zgodziłam się bo nudy jak nic i po za tym byłam pokłócona z Natalią i Kają... Wzięłam telefon i poszłam po kask, tata już na mnie czekał. Po drodze wjechaliśmy do sklepu po jakiś napój i po loda dla mnie, po jakiś 5min. byliśmy już na miejscu. Otworzyłam bramkę a potem drzwi następnie wzięłam się za zmywanie naczyń a tata zaczął podłączać nowe radio bo przy starym się kabelek spalił. Poszłam podlać kwiatki, a Romuś (mój tata) włączył muzykę, chciał pójść po klucz do skutera gdy był kogo takiego drzewa coś tam zaczęło bzyczeć on spojrzał na to drzewo a tam pszczoły sobie zrobiły gniazdo to było takie ohydne.
Posiedzieliśmy tam jeszcze jakieś 10minut i jechaliśmy z powrotem do domu, ja położyłam się na łóżku i zaczęłam pykać w 'pou' a Romek brał się za obiad. Wybiła jakaś 15;30 mama przyszła z pracy do domu, zjadła obiad i tak sobie siedzimy i rozmawiamy; o wszystkim i o niczym, nagle dziadek wszedł do pokoju i spytał czy nie chciała bym z tatą i z nim pojechać na ryby... Tata po długim namyśle spojrzał na mamę, mama na niego i na mnie.
- To o ktr. jedziemy? spytał tata dziadka.
- Tak za 30 min.
Ubraliśmy się inaczej bo tam strasznie komary gryzą i pojechaliśmy. Mój dziadek koło Wisły ma kawałek swojej ziemi, ma dwa psy i takie domki oraz łódki (jak to rybak), dziadek napił się orendżady, tata zapalił papierosa a ja wzięłam kapok i już powoli go ubierałam. Poszliśmy na łódkę dziadek wziął to co potrzebne i odpychaliśmy się od brzegu, byliśmy gdzieś mniej więcej na środku Wisły i oni zarzucili sieć, a ja leń leżałam sobie w tej łódce i patrzałam na wodę i widoki. Po niecałej godzinie, zaczęli wyciągać tą sieć... Pech tak chciał ale żadnej ryby nie złapaliśmy tylko same jakieś patyki i kije, tata powiosłował na brzeg tam na ziemię dziadka. Wyszliśmy z łódki, usiedliśmy się na ławce trochę pogadaliśmy i się pośmieliśmy, aż w końcu jechaliśmy do domu. Gdy byliśmy już na miejscu rodzice poszli do ogródka zapalić papierosa i wgl, ja poszłam do kuchni żeby zrobić sobie kanapki po chwili usłyszałam sms-a
' Natalia (SARNA):
-idziesz na kevina (mówimy tak na p*******y) pierwsza górka, nad wiesz gdzie-.
No to pomyślałam 'okej pójdę' spotkałam Sarnę i Kajoła (Kaję) i szliśmy na taką małą wysepkę nad Wisłą (byłyśmy nadal pokłócone). Dziewczyny usiadły a ja sobie stałam, Kaja podała mi kevina i wgl. I tak jakoś się pogodziłyśmy bo Sarna coś powiedziała i zaczęłyśmy się przytulać i wgl, i tak tam sobie siedziałyśmy i rozmawiałyśmy po chwili poszłyśmy na schody się usiąść... Ja czekałam do 20 aby iść do domu.
Zobaczyłam na tel. która godzina i zaczęłyśmy wstawać ze schodów, ja szłam inną drogą i one inną.
I TAKI OTO MÓJ DZISIEJSZY DZIEŃ ♥